Podróże|Indie|step 1
Listopad 9, 2009Chciałam zobaczyć Machu Picchu, bardzo chciałam od wielu lat. Kuzyn męża Łukasz (pozdrowienia dla ciebie ) zaraził mnie podróżowaniem jak grypą, kichnął i było po wszystkim. Zostałam zarażona . Leczyć się z tego można ale czasami skutki uboczne dają o sobie znać latami. Tak było i ze mną. Środki finansowe i zawirowania życiowe sprawiły że podróżować mogłam jedynie palcem po mapie, bo a to firmy trzeba było pilnować, a to sezon ślubny w toku, a to dziecko małe i tak mijały lata . Jednak pewnego dnia podjęłam decyzję , jedziemy, Ameryka Pd stoi otworem, jeszcze tylko Łukasz musi urlop załatwić i wszystko gra. Czekamy na styczniowe przeceny biletów w British Airways i go !!! Jak to jednak bywa, nie wszystko szło jak po maśle. Łukasz miał problem z urlopem i wyjazd stał pod znakiem zapytania. Wkurzyłam się strasznie, no jak to , tak się nakręciłam a tu nici? Nie, ja się łatwo nie poddaję. Zaczęłam szukać grupy na własną rękę. Przeszukałam grupy na Globtroterze i Travelbitcie . No klapa. Grupy już w pełnych kompletach. Nic nie da się zrobić. No to niezłomnie zaczęłam szukać czegoś innego. Podczas mojej nauki w Bydgoskim Studium Ekofilozofii spotkałam wspaniałego człowieka, himalaistę, miłośnika Indii. W tamtych czasach planowałam dołączyć się do jego grupy i wyjechać w wielką podróż ale finanse nie pozwoliły. Przeczesując zapisy na travelbicie znalazłam grupę udającą się do Indii i obudziłam uśpione pragnienie zobaczenia tego kawałka świata. Tak oto znalazłam szalonego Endiego, z którym po 10 minutowej rozmowie postanowiłam jechać. Jacek (mąż) pukał się palcem w głowę i szczerze obawiał się o stan mojej psychiki. Kobieto, czyś ty szalona? Jechać taki kawał za sporą kasę z obcym człowiekiem ( ba grupą ludzi) na drugi koniec świata? po kilku minutach rozmowy? Czyste szaleństwo! Ale ja czułam że to jest właśnie to. Jacek został urobiony, a że sam ma sporą dozę szaleństwa w sobie, nie było to takie trudne. No i jedziemy!! Data wyznaczona, ludzie fajni, trasa określona, zakupy koniecznego sprzętu (patrz wszystkiego) dokonane. Naładowani pozytywną energią, podekscytowani własnym szaleństwem wsiadamy do pociągu Konin-Warszawa i tak zaczynamy podróż, która w swoich skutkach trwa do dziś.
Materiał zdjęciowo – opisowy z wyprawy znajduje się na specjalnym blogu http://naszeindie.blogspot.com/.
Zapraszam do wyprawy na tropie bang lassi i masala tea
pozdrawiam Elwi











